,,Jestem gruba,
brzydka, głupia...” - każda z nas przynajmniej raz w życiu wypowiedziała któreś
z tych słów. I nie mówię o chwilach, gdy próbujecie uwieść faceta i pokazać mu,
że jesteście takie skromne, albo delikatne, kruche i potrzebujecie kogoś, kto
się wami zaopiekuje, bo nie potraficie zapiąć sukienki na suwak z tyłu. Swoją
drogą czy to nie jest głupie? Czemu zamek nie może być z przodu? Szast, prast i
już zapięte. Chociaż...Każdy mógłby też bardzo szybko rozpiąć i wtedy cały
dobytek na wierzchu. Są momenty, że taka wygoda się przydaje, ale przyjmijmy,
że na imprezie chcemy być ubrane. Nawet z suwakiem z tyłu. Tak czy siak mówię o sytuacjach, gdy na serio
czujecie się gównianie i myślicie, że jesteście beznadziejne.
Każda z nas miewa stany
depresyjne, bo tak już jesteśmy skonstruowane, że się przejmujemy. Ja np.
przejmuję się, gdy zmywam podłogę i ktoś sobie mokrymi stópkami tup, tup
przejdzie i zostawi ślady. Wtedy jest źle. Albo gdy ubiorę nową spódniczkę i
kawałek czekolady sobie na nią spadnie i trzeba prać. Ostatnio kupiłam
spódniczkę-nic specjalnego. Dresowa, szara, długa. Założyłam, zjadłam loda
i...jeb! Zawsze to samo. No to wyprałam. Na drugi dzień się okazało, że wisząc
na dworze została przybrudzona przez ptaka, znaczy nie dosłownie. No i znowu ją
wyprałam. Wczoraj okazało się, że od spinaczy do ubrań coś z niej odstaje i
znowu jest do niczego. Wiecie-nowa spódnica, a ja w niej jeszcze nigdzie nie
zdążyłam wyjść. I nie chcę wam przez to powiedzieć, że macie jeść na goło (choć
jeśli wolicie...), raczej chodzi o to, że taka pierdoła może strasznie
wyprowadzić z równowagi.
Macie tak, że w sklepie
podoba wam się jakiś ciuch i tak strasznie, strasznie chcecie go mieć? Ja tak
mam. Jak się na coś uprę, to koniecznie muszę to dostać (i nie tylko ciuchy mam
na myśli). A więc ostatnio poszłam na zakupy, zobaczyłam kombinezon. Bardzo
chciałam taki mieć. W paski, czarno-biały, nawet seksowny. Podobał mi się.
Wzięłam z wieszaka i poszłam do przymierzalni. Nie jestem osobą specjalnie
szczupłą, ale nie zauważyłam, że są tylko rozmiary S/L. Tak czy siak
postanowiłam się w niego zmieścić i koniec. Nieważne jak, nieważne czy mnie
trafi szlag w tej przymierzalni, czy rozwalę materiał i będę musiała za to
zapłacić. Chciałam go ubrać i koniec. Koleżanka zajrzała do przymierzalni w
nieodpowiednim momencie. Macie tak w przymierzalni, że jak coś nie pasuje, to
zalewa was krew? Ja tak mam a tu jeszcze ona mi zagląda. Chciałam ją zabić, ale
uznałam, że za głupi kombinezon (za 50 zł) nie opyla mi się siedzieć za kratami
całe życie więc spuściłam z tonu. Rzuciłam jej tylko wymowne spojrzenie. K.
zobaczyła jak w tym wyglądam. Nie skomentowała i po prostu poszła oglądać
stroje kąpielowe. Kiedy zobaczyłam siebie w lustrze (po tym jak na siłę wciągnęłam
to dziadostwo), myślałam, że padnę ze śmiechu. Szynka owinięta sznurkiem i
mocno ściśnięta. Coś podobnego wyglądało lepiej niż ja.
Co powinnam pomyśleć w
tamtym momencie? ,,-Boże, znowu przytyłam, wyglądam jak debilka, a przecież to
normalny rozmiar! Jeszcze miesiąc temu mieściłam się w duże S”. Szczerze? Nigdy
nie mieściłam się w S-nawet duże-a ten kombinezon po prostu nie pasował do
mojej figury. Tyle w temacie. Dlaczego na siłę chcemy się wcisnąć w jakieś
normy, które są narzucane przez innych, być może bardziej zakompleksionych od
nas? Bo zawsze chcemy być lepsze. Oj, nie dla siebie-dla innych. Zawsze dla
innych. Tylko kim są ci ,,inni”?
Inni
Inni to najczęściej
nasi bliscy. Wszyscy, oprócz dziadków. Pamiętam jak babcia kazała mi jeść
wszystko co leży na stole, bo ciągle jestem blada i jakaś taka ,,mizerna”. A
później wtrącał się ktoś inny i dodawał coś, co uświadomiło mi, że kolejne
ciastko ze stołu nie jest dobrym pomysłem. Innymi może być też nasz facet,
który ciągle zmusza nas do biegania, albo do chodzenia na siłownię. Skrajny
przypadek? Facet, który kupuje na urodziny płytę Matki Boskiej Chodakowskiej.
Kurczę, przecież jej ćwiczenia są dostępne na YT. Jak będę chciała to sobie
odpalę! Ja jestem gruba, ale mogę schudnąć. Ty jesteś głupi i już nigdy nie
zmądrzejesz <bang!>.
Skąd
te kompleksy?
Skąd się biorą te
demony, które siedzą nam (kobietom) w głowach? Kolorowe okładeczki, piękne,
wyszczuplone kobietki-idealne w każdym calu. Ani jednej zmarszczki-nawet
celebrytki po 50 ich nie mają. Piękne, lśniące włosy, najczęściej za pas i w
dodatku hollywodzkie loki, które wyglądają zachwycająco-nawet po przebudzeniu.
Możecie mi wierzyć-mam loki i po przebudzeniu nie wyglądają jak te na
okładkach. Co się przy nich naskaczę to moje a i tak nie wyglądam jak człowiek.
Ostatnio widziałam
artykuł w gazecie, który obnaża bolesną prawdę o kobiecości, która jest w
dzisiejszych czasach tak bardzo pożądana. Piękne i zgrabne uda już nie są tak
zachwycające w codziennym świetle. Bo, o ile jeszcze stanik można wypchać watą
lub skarpetkami mamy, to już strój kąpielowy ubrany na plaży, gdzie nie ma
całej tej specjalistycznej otoczki fotograficznej, obnaża wszystkie mankamenty
figury. Nie można już niczego wyretuszować, zakryć. Żart pasujący do tej
sytuacji? ,,-Mamo! W moim łóżku jest potwór! -Co żeś sobie z dyskoteki
przyprowadził, to twoje!”
I
najważniejsze...
Apeluję do ciebie
facecie, gdziekolwiek jesteś: PRZESTAŃ ZMIENIAĆ SWOJĄ CUDOWNĄ DZIEWCZYNĘ, BO
PODOBNO KOCHASZ JĄ ZA TO, JAKA JEST, A NIE ZA TO, KIM SIĘ STANIE PO ZMIANIE!!
Apel do ciebie, dziewczyno, która chcesz się zmieniać dla kogoś: ODPUŚĆ SOBIE
TOKSYCZNE RELACJE. KOLEŚ CHCE CIĘ ZMIENIĆ? TY GO ZMIEŃ-NA LEPSZY MODEL. JESTEŚ
ŚWIETNĄ BABKĄ, BO MASZ BOGATE WNĘTRZE. ZMIEŃ SWÓJ WYGLĄD TYLKO WTEDY, KIEDY TY
POCZUJESZ POTRZEBĘ ZMIANY!!!
Tekst powstał przy współpracy z K.K.



Ja nie zgodzę się, że kompleksy biorą się z kolorowych magazynów. Kobiety miały je od zawsze. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni muszą spełniać pewne "wymagania społeczne". To kwestia rodziców, jak wychowają swoje dziecko - czy będzie w siebie wierzyć i lubić, czy też będzie szukać w sobie wad. Mnie od dziecka mówiono, że jestem ładna, chwalono mój wygląd, dzięki czemu nigdy nie miałam większych kompleksów na tym punkcie. Mimo, iż nie jestem idealna. Jestem np. zbyt szczupła, od zawsze mam niedowagę. Często w internecie widze hejty na takie osoby - wyzywanie od anorektyczek, wieszaków. Wiele dziewczyn przez to cierpi. Mnie to nie rusza wcale, bo wiem, że takie komentarze biorą się z braku samoakceptacji tych osób. Dlatego uważam, że "dobrze wychowane" dziecko jest odporne na komentarze innych, wierzy w siebie i, przede wszystkim, KOCHA SIEBIE, niezależnie od tego jak idealni ludzie będą przedstawiani w mediach :)
OdpowiedzUsuń