czwartek, 30 lipca 2015

8. Słaba płeć

Chciałem coś powiedzieć o twoim intelekcie i coś o nas w egzotycznym dialekcie. O miłości w każdym pięknym aspekcie, a wychodzi mi o dupie w efekcie... [1] Co by mogła myśleć taka dupa jak ty? No twoja przynajmniej myśli, a inne?


Co?
Taka niemyśląca dupa zasługuje na swoją nazwę z powodu wyglądu i bardzo prostego zachowania. Najczęściej to tleniona blondynka, z dużymi...oczami, tipsami (mogą być też na własnej płytce przedłużane metodą żelową z doklejonymi takimi kropeczkami z plastiku-bo ona też jest z plastiku i wiecie..pasują jak ulał-i te kropeczki przykleja się na lakier i on trzyma bardzo długo). No i ta blondynka (może być też brunetka, to chyba nie jest kwestia włosów, ale stereotyp jest właśnie taki, a nauczyłam się na studiach, że właśnie dzięki stereotypom postrzegamy świat) ma jeszcze na sobie dużo złota, jeansy (dżinsy) typu boyfiend (kobiety wiedzą jakie to, a mężczyzn i tak to nie interesuje), bluzkę z dekoltem, a raczej dekolt z bluzką, no jakieś tam obcasiki i pustkę w głowie. Ogólnie jest to dziewczyna bardzo seksi, dopóki nie otworzy ust. Znaczy dopóki czegoś nie powie. Może nie powinnam przybliżać opisu kogoś takiego, bo któraś z dziewczyn poczuje się urażona, ale nie chcę później wysłuchiwać, że krytykuję TYLKO mężczyzn. No więc właśnie takim byle czym może zadowolić się przeciętny mężczyzna w fazie kryzysu. I to jest nawet spoko, bo jeżeli nikogo tym nie krzywdzi, a dziewczynie się podoba...

Co jeśli się nie podoba?
No właśnie. Co jeśli kobieta nie jest byle czym? Nie leci na kasę, na pozycję, w ogóle nie interesuje jej układ z facetem, który mógłby być jej ojcem? Taka dziewczyna-jak to się mówi w środowisku młodzieżowym-ma bułę. Jeżeli nie pozwoli na to, by facet bezczelnie wgapiał się w jej dekolt, patrzył na jej tyłek, zapraszał ją na kawę-zostanie surowo ukarana. Może się to skończyć zwykłym poniżeniem, potraktowaniem jak szmatę, albo czymś gorszym-zwłaszcza jeśli zacznie się skarżyć. Może to być wyrzucenie z pracy, obrobienie za przeproszeniem dupy wśród znajomych, wydaleniem z uczelni (celowo piszę wydalenie), pobiciem, gwałtem itp. Jest przecież tyle sposobów na ukaranie kobiety, prawda?

Jak się bronić?
Ja wiem co mówią wszyscy. Że niby najważniejsza jest sprawiedliwość? Że trzeba walczyć o swoje? Że nie można być kobietą lekkich obyczajów (bo za dużo wulgaryzmów jest w tym tekście, żeby napisać kolejny, aczkolwiek dobitny). Szczerze wam powiem, że nie można zrobić nic. Jak się poskarżysz na nauczyciela, nie mając żadnych dowodów, to i tak wyjdziesz na idiotkę, bo nikt cię nie poprze-uczniowie ze strachu, a reszta, bo nie chce skandalu. Jak się poskarżysz na szefa, to sytuacja będzie wyglądała podobnie, z tym, że grozi ci jeszcze wyrzucenie z pracy i perspektywa bycia na zasiłku, bo już szef się postara, byś nigdzie zatrudnienia nie znalazła. Jeśli się poskarżysz na znajomego, to reszta towarzystwa zrobi z ciebie łatwą prowokatorkę, która specjalnie chodzi w krótkich spódniczkach i wydekoltowanych bluzkach. Jak żyć, panie prezydencie? Może chodzić w habicie?

Smak
Wcale nie miałam w planach ruszać takiej kobyły, jakim jest temat wykorzystywania kobiet. Nie można tego w żaden sposób udowodnić, zresztą gapienie się nie jest karalne...Ogólnie jest to tabu, a jakakolwiek próba podjęcia tematu najczęściej kończy się fiaskiem. Często kobiety nie są bez winy. Ostatnio widziałam na uczelni dziewczynę, która omawiała jakąś prezentację, mając na sobie ,,bluzeczkę” robioną na szydełku, a pod spodem stanik. Mogę wam dokładnie opisać jego wygląd. Moim zdaniem uczelnia, szkoła, biuro, ogólnie miejsce w którym pracujesz to strefa publiczna i powinien obowiązywać w miarę oficjalny strój. Nie, nie chodzi o białą bluzkę i czarną spódnicę (ostatni raz takie coś miałam na sobie w podstawówce i to wczesnej), ale jakieś mega dekolty, czy szorty zostawcie na imprezę, albo inne wyjścia po pracy, ok? I to nie jest kwestia prowokacji. Moim zdaniem nawet jeśli chodziłybyśmy nagie po mieście, żaden facet nie powinien nas ruszyć. Chodzi raczej o kwestię smaku czy coś w tym stylu. Bo ja będąc u lekarza (w dodatku dentysty) nie mam ochoty oglądać czerwonych stringów pani doktor, choćby były w cholerę fajne.

Jak suka nie da, to pies nie weźmie
Dawno temu usłyszałam takie powiedzonko od mojej cioci (kierowane było chyba w stronę niewiernej sąsiadki). Tak czy siak nie słyszałam czegoś równie idiotycznego. To tak jakby powiedzieć, że dziecko ,,jest produkowane” tylko przez kobietę, bo to ona się może na nie zgodzić lub nie. Bzdura. To zawsze powinna być wspólna decyzja. Zauważyliście, jaki wydźwięk ma słowo suka a jaki pies? Pies, piesek, pieseczek-takie małe słodkie, kudłate do przytulania. Suka, to zawsze suka...Dlaczego na kobiecie spoczywa taka odpowiedzialność? To jej zachowanie może do czegoś sprowokować, to ona musi się ciągle pilnować. Pies tylko może wziąć lub nie-w zależności od tego, czy dostanie pozwolenie.

Co by tu jeszcze...?
Trudno mi ułożyć jakieś sensowne zakończenie tego tekstu. Kasowałam już trzy razy i doszłam do wniosku, że powiem to krótko i dobitnie. Postrzeganie kobiety tylko przez pryzmat jej cielesności, ocenianie jej na podstawie cycków, tyłka czy brzucha jest po prostu chamskie. Jest to niejawne wyrządzanie jej krzywdy i psucie wizerunku faceta na stanowisku. My-kobiety XXI wieku-potrafimy samodzielnie myśleć, wywiązujemy się z powierzonych nam zadań. Nasza inteligencja nie wypływa z dekoltu, a z mózgu, który wbrew pozorom mamy. Potrafimy się bronić i udowadniać swoje racje. Potrafimy też piekielnie mocno gryźć po kostkach.



[1] DonGuralEsko chciał napisać piosenkę o miłości i pewnie to mu się udało. Melodia jest pod nóżkę, a słowa zapadają w pamięć. Joł! Tylko czy taka dupa jak ty chce być nazywana dupą? Czy chcesz, by twój facet patrzył na ciebie tylko przez jej pryzmat? DonGuralEsko pisze to z ironią (powiedzcie, że tak!) i obnaża bolesną prawdę o facetach. Ale to tylko na marginesie przecież.

poniedziałek, 27 lipca 2015

7 Bibliowpis

Dzisiaj wpadłam na chwilkę do biblioteki i wypożyczyłam książki. Jest tego troszkę, ale nie sugerujcie się ilością-pewnie wszystkiego nie przeczytam. Często tak mam, że czytam pierwsze 50-100 stron książki i jeśli treść mnie nie porwie, to rzucam ją w kąt i chwytam następną. Przecież na świecie jest tyle cudownych książek. Po co marnować czas na te beznadziejne?

Na pierwszy ogień ,,Ranczo”. Powieść oparta o serial pod takim tytułem. Wybrałam tę książkę, ponieważ kocham opowieści o Wilkowyjach i mieszkańcach tej wioski. Z bohaterów najbardziej lubię Michałową, Solejukową no i oczywiście braci bliźniaków-C. Żak w tych rolach genialny (,,-Geniusz! No po prostu geniusz!!”). Mam nadzieję, że książka nie będzie odstawać od pierwowzoru i przyjemnie spędzę z nią czas.
W sposobie pisania Wiśniewskiego zakochałam się po przeczytaniu ,,Samotności w sieci”. To rodzaj tych pisarzy, którzy potrafią zrobić na mnie wrażenie. Doprowadzić do łez. Do głębszych przemyśleń. Najzabawniejsze jest to, że facet może pisać w taki sposób o kobiecie. Jakby sam nią był, jakby to wszystko czuł. Gdybym znała go osobiście, bardzo bym się go bała. Albo bym się zakochała...
EDIT. Książkę już przeczytałam i jestem zachwycona!!




Mastertona kocham za jego skrzywioną psychikę-w pozytywnym sensie oczywiście. Te wszystkie straszne historie, rąbanie ciał siekierą, duchy i inne upiorki sprawiają, że nie mogę się oderwać od jego książek. Nie polecam jeśli macie słabe nerwy, ale jeśli kochacie horrory, to coś dla was :)







Książek Kinga nie znam, nie czytam. Jakoś nigdy nie ciągnęło mnie do jego historii, ale postanowiłam spróbować. Jeżeli chcę coś krytykować, to najpierw muszę poznać. A więc poznaję-życzcie mi powodzenia :)









Nie wiem, dlaczego sięgnęłam akurat po tę książkę. Może przez okładkę? Okładki zawsze w jakiś sposób przyciągają nas do treści. Co jeszcze? Czytałam inną książkę tej autorki (,,Deja dead”)-na podstawie tej książki powstał serial ,,Kości”. Historia była w porządku, nic wielkiego, ale dało się czytać. Jest trup, jest jakaś kryminalna historia, jest zagadka. Mam nadzieję, że będzie się dobrze czytało.


Jest jeszcze Stasiuk i jego ,,Noc”. Przyznam szczerze, że nie tego szukałam-polowałam na poezję i Żulczyka, ale niestety nie było. No nic, zobaczymy. Może miło się zaskoczę :)




No i na koniec książki, co do których mam mieszane uczucia... Nie wiem, dlaczego je wzięłam. Historie były ciekawe, ale...no właśnie. Zobaczymy, spróbujemy. A nóż będzie dobrze:)

czwartek, 23 lipca 2015

6. Kobiety też grzeszą!

...myślą, mówią, czynią i dbają. Nasza wina...Nasza wina? Nasza bardzo wielka...Przy tym rzadko prosimy o wybaczenie a już o poprawie to nawet nie marzcie! Pokuty i rozgrzeszenia i tak nie dostaniemy, ale czy właśnie tego chcemy?

Czego potrzebujemy?

Czytałam na forum wypowiedź dziewczyny, która ostro zareagowała na wybryk swojego męża, który postanowił pójść na wieczór kawalerski kolegi. W całej historii chodzi o to, że do faceta przystawiała się jakaś lala (jak to na takich imprezach bywa), a on ośmielił się zadzwonić do swojej lubej i opowiedzieć jej o całym zajściu. Ona zareagowała impulsywnie, bo widocznie jej mężczyzna sprowokował kobietę i doprowadził do tego, że ona chciała zaciągnąć go do łóżka.
Moja odpowiedź? Dziewczyno, facet do ciebie dzwoni i informuje, że jakaś babka się do niego przystawia. Nie chce być wobec ciebie nie fair, nie kłamie. Szczerze mówiąc wcale nie musiał o tym mówić, bo poszedł na wieczór kawalerski a tam po prostu kobiety wyskakują z tortu. Czego oczekiwałaś? Że będą oglądali filmy (i to najlepiej komedie familijne, bo przecież cała reszta to zdrada?) i jedli żelki Haribo? Do wódki? Are you serious? Facet jest szczery a ty go spuszczasz-jak to mówi moja 12-letnia siostra-w klozecie. Ja to bym chciała znać tak szczerego gościa, który uprzejmie informuje swoją dziewczynę nawet o rzeczach, których jeszcze nie zrobił. A mógł zrobić i nie mówić-pomyśl o tym.
Inna historia? Bardzo proszę. Na tym samym forum dziewczyna pisze, że była na weselu ze swoim chłopakiem. Ogólnie trochę potańczyli, on chciał więcej (potańczyć) a ona, że zmęczona i że później. No to odpuścił. Po tym podchodzi do niej jakiś znajomy i pyta o taniec, a ona od razu, że chętnie i poooszła. Jak zareagował jej facet? Typowo. Afera, foch itp. Później zrobiła się z tego kłótnia no i skończyło się na cichych dniach. Dziewczyna nie rozumie swojego błędu, bo przecież zwykłemu znajomemu trudno odmówić a prywatny facet powinien wiele zrozumieć itd. Prywatny facecie, jeśli ona nie potrafi odmówić tańca jakiemuś przypadkowemu koledze, to czy mogłaby odmówić...Hmm.

Czego nie chcemy?

My-kobiety-jesteśmy pełne sprzeczności. Walczymy o równouprawnienie a prosimy o pomoc przy wnoszeniu ciężkich reklamówek na 2. piętro. Chcemy rządzić w związku a nie mamy na tyle pewności siebie, by nie wkurzać się o to, że nasz facet spojrzy na
jakąś kelnerkę. Żądamy pewności i zdecydowanych kroków a nie potrafimy powiedzieć mężczyźnie o swoich oczekiwaniach i potrzebach. Chcemy robić karierę w każdej dziedzinie życia zawodowego a nie możemy podpisać umowy na stałe, bo za jakieś 2-3 lata ,,planujemy” mieć dziecko i poświęcić mu się bezgranicznie. Mówimy o akceptacji siebie i pokochaniu własnego ciała, a nie odważymy się założyć wymarzonego stroju kąpielowego, bo cellulit... Szczerze? Pomarańczową skórkę widzą tylko wasze zaufane koleżanki, bo zwyczajnie zazdroszczą wam cudownej sylwetki, której one nigdy nie osiągną nie potrafiąc pożegnać się z zazdrością, która zżera je od środka. Facet kojarzy tylko jedną skórkę pomarańczową-taką, której nie można jeść, bo twarda, ale cudownie pachnie.


Odpuśćmy!


Tak, dobrze słyszycie-odpuśćmy! Przestańmy wszędzie szukać podstępu, udawać wielkie feministki, kłamać, że nam nie zależy. Przecież zależy. Powiedzcie to-będzie łatwiej. Faceci nie potrafią czytać między wierszami, dla nich wszystko jest dość proste-tak lub nie. Nie ma miejsca na może, nie wiem, trochę tak, trochę nie, a ty? itp. Walczcie o własne szczęście. Ubierzcie tę cholernie krótką i seksowną kieckę i idźcie w niej na randkę, czemu nie? Załóżcie dwuczęściowy kostium i siup do wody! Nikt się nie gapi na za duże uda ani małe cycki. Jeżeli tylko się uśmiechniecie, to cała reszta pójdzie (a nawet poleci) z górki. Testowałam na sobie! 

sobota, 18 lipca 2015

5. Facet idealny, który nie istnieje

Dzisiaj mam natchnienie więc napiszę coś zupełnie innego od tego, co wcześniej było na moim komputerze. Miało być o księżniczkach, zamkach, królewiczach i że my-kobiety-wcale tego nie pragniemy. No wiecie. Nie szukamy księcia z bajki, co to pocałuje, a my obudzimy się i będzie ,,długo i szczęśliwie”. 
Bla, bla, bla. Podobno poeta po alkoholu pisze najlepiej i najmądrzej więc i ja spróbuję.


Prywatny książę
Nie jestem poetką. To co tu tworzę, to tylko luźne przemyślenia i tak sobie dzisiaj dużo przemyśliwiałam i wiecie co? Kobieta potrzebuje księcia z bajki. Nie takiego, co to ma super zamek, nie takiego z koniem i nie takiego, co powie: ,,-Łojoj, jak ja cię kocham!”. Taki książę jest banalny i pusty. Zamek zostaje wyparty przez ten w spodniach, a koń na czterech nogach-przez mechanicznego z kołami. Książę może jest ładny i może to się przyda na pierwszą noc, ale co dalej? O czym rozmawiać? Jak żyć? No więc kobieta potrzebuje swojego prywatnego księcia ze swojej prywatnej bajki. Takiego, co przytuli, gdy jest źle(dzisiaj np.), takiego, który powie: ,,-Ładnie dziś wyglądasz, kochanie!”, a nie takiego, który ciągle jeździ po warsztatach i zamawia części do samochodu. Takiego, który czasami przejmie inicjatywę (wszędzie!) i będzie uroczo brutalny. Takiego, który będzie męski, ale czasami będzie płakał jak zobaczy małego szkrabka. Takiego prywatnego księcia z prywatnej bajki.
Taki Grey (kojarzycie?) albo Cross (podobna historia) to faceci brutalni, mający swoje upodobania, kochający, ale miłością toksyczną, nie znoszącą sprzeciwu. Mężczyźni majętni, piękni i mogący mieć każdą. Zakochują się w szarej myszce, co to wywraca się na prostej drodze (sorry, ale nie wierzę, nawet ja tak nie mam) i trzymają w złotej klatce. Oczywiście, dają jej wszystko, co potrzebne do przeżycia: gadżety, jedzenie, drogie samochody, piękne domy, wakacje, uwielbienie, ubrania, kolacje i niezły seks (zależy, co kto lubi, ale przyjmijmy, że był ok). Taka kobietka miota się chwilę, udaje niedostępną, ale już na początku książki (filmu) wiemy, że za chwilę zdejmie koszulkę i będzie błagać o...no. Coś jest w tych facetach, że kręcą współczesne kobiety. Kobiety zabiegane, dbające o kariery i zapominające o własnych potrzebach, albo siedzące w domu z dziećmi przy garach. Takie kobiety widzą w Grey'u i Crossie odskocznię od monotonii. Mogą na chwilę zapomnieć o problemach i wyobrazić sobie, że to one są Anastasią Steele, albo Evą. Najbardziej bawi mnie naiwność głównych bohaterek (a już na pewno Evy, bo dzisiaj zaczęłam czytać Crossa). Zacytuję wam coś z tej książki-będzie to tylko jeden cytat żeby nie przegiąć pałki, bo treść jest naprawdę interesująca. Jeśli chcecie więcej cytatów-napiszcie, a coś wam podeślę. Tyle tego, że hoho. Uwaga: ,,Przymknęłam oczy, uzmysławiając sobie, jak bezbronna byłam wobec tego mężczyzny, gdy leżałam tak przed nim, naga i pobudzona, podczas gdy on penetrował mnie palcami, klęcząc na podłodze, wciąż w pełni ubrany. Mężczyzny, którego znajomość tajników brazylijskiej depilacji zdradzała głęboką wiedzę na temat kobiet i kobiecego ciała.” Ohh i ahhh! Moja rada dla facetów: dowiedzcie się, co to depilacja brazylijska i już będziecie wiedzieli wszystko o kobietach. Good luck!
Drogie dziewczyny, te historie są naiwne. Wybaczcie, ale tak właśnie jest. Nie pouczam-nie powinnam, bo sama uwielbiam Grey'a, ale uwierzcie, że bycie w związku z takim facetem jest szkodliwe. To toksyk. Koleś, który szybciutko zawładnie waszym umysłem, sercem, a później oleje (w najlepszym wypadku), albo zamknie na innych ludzi. Seks to jedno, ale co poza tym?



Idealizacja

Piszą, że kobieta szuka w przyszłym partnerze cech ojca. Dzisiaj miałam podwieźć tatę do miasta, bo chciał odebrać samochód z warsztatu. Miałam wrócić sama, a u mnie w domu jest tak, że jak ktoś słyszy, że mam prowadzić samochód, to nagle tworzy się rodzinna narada. Wszyscy przerywają dotychczasowe zajęcia i debatują, czy Ewelina może już SAMA jeździć samochodem (mimo tego, że mam 22 lata i prawko od 3 lat). Skończyło się na tym, że tata eskortował mnie przez całe miasto, nawet na ekspresowej nie mogłam przyspieszyć do 80 km/h. Wszyscy nas wyprzedzali, ale nic to-ważne, że Ewka jedzie! Czy chciałabym, by mój partner był taki jak tata? Wątpliwe. Nie potrzebuję eskorty i trzymania za rączkę. To miłe-owszem, ale nawet kota można zagłaskać na śmierć. Mimo wszystko, szukam w chłopaku opiekuńczości (nie nadmiernej!) i odpowiedzialności. Tak więc psychologowie mają troszkę racji. Czasami jednak trzeba pozwolić swojej kobiecie na odrobinkę samodzielności, na upicie się i przemyślenie własnego życia. Na samotność i plotki z koleżankami. O, pozwólcie jej czasami przejechać się autkiem-my kobiety bardzo to lubimy. Prędkość uspokaja. Dziwne, prawda? Ja np. dzisiaj przycisnęłam (dobra, wiadomo-tata z przodu, ale troszkę się dało) i jestem spokojna.
Miłość idealna
Nie ma czegoś takiego, jak idealna. Ostatnio się zastanawiam, czy w ogóle miłość istnieje. Uuu...Ja to napisałam? Marzycielka i wielbicielka romantyzmu? Świat się kończy... Chodzi mi o to, że najważniejsza jest przyjaźń, zrozumienie, wzajemne zaufanie. Nie
szaleńcze kołatanie serca, bo to może doprowadzić do zapaści, albo zawału. Jeśli sobie ufacie, potraficie ze sobą rozmawiać, tęsknicie za sobą, myślicie o sobie, gotujecie wspólne obiady, śmiejecie się razem, to to już jest chyba miłość, czy nie? Czy warto tracić energię na szalone zauroczenia? Takie do utraty tchu itp.? Moim zdaniem warto, ale na to jest odpowiedni czas. Później dorastamy (my-kobiety, faceci się tylko starzeją) i zaczynamy rozumieć, że najważniejsze jest bezpieczeństwo.

poniedziałek, 13 lipca 2015

4. KomplekSIDŁA

,,Jestem gruba, brzydka, głupia...” - każda z nas przynajmniej raz w życiu wypowiedziała któreś z tych słów. I nie mówię o chwilach, gdy próbujecie uwieść faceta i pokazać mu, że jesteście takie skromne, albo delikatne, kruche i potrzebujecie kogoś, kto się wami zaopiekuje, bo nie potraficie zapiąć sukienki na suwak z tyłu. Swoją drogą czy to nie jest głupie? Czemu zamek nie może być z przodu? Szast, prast i już zapięte. Chociaż...Każdy mógłby też bardzo szybko rozpiąć i wtedy cały dobytek na wierzchu. Są momenty, że taka wygoda się przydaje, ale przyjmijmy, że na imprezie chcemy być ubrane. Nawet z suwakiem z tyłu.  Tak czy siak mówię o sytuacjach, gdy na serio czujecie się gównianie i myślicie, że jesteście beznadziejne.

Jakie jesteśmy?

Każda z nas miewa stany depresyjne, bo tak już jesteśmy skonstruowane, że się przejmujemy. Ja np. przejmuję się, gdy zmywam podłogę i ktoś sobie mokrymi stópkami tup, tup przejdzie i zostawi ślady. Wtedy jest źle. Albo gdy ubiorę nową spódniczkę i kawałek czekolady sobie na nią spadnie i trzeba prać. Ostatnio kupiłam spódniczkę-nic specjalnego. Dresowa, szara, długa. Założyłam, zjadłam loda i...jeb! Zawsze to samo. No to wyprałam. Na drugi dzień się okazało, że wisząc na dworze została przybrudzona przez ptaka, znaczy nie dosłownie. No i znowu ją wyprałam. Wczoraj okazało się, że od spinaczy do ubrań coś z niej odstaje i znowu jest do niczego. Wiecie-nowa spódnica, a ja w niej jeszcze nigdzie nie zdążyłam wyjść. I nie chcę wam przez to powiedzieć, że macie jeść na goło (choć jeśli wolicie...), raczej chodzi o to, że taka pierdoła może strasznie wyprowadzić z równowagi.
Macie tak, że w sklepie podoba wam się jakiś ciuch i tak strasznie, strasznie chcecie go mieć? Ja tak mam. Jak się na coś uprę, to koniecznie muszę to dostać (i nie tylko ciuchy mam na myśli). A więc ostatnio poszłam na zakupy, zobaczyłam kombinezon. Bardzo chciałam taki mieć. W paski, czarno-biały, nawet seksowny. Podobał mi się. Wzięłam z wieszaka i poszłam do przymierzalni. Nie jestem osobą specjalnie szczupłą, ale nie zauważyłam, że są tylko rozmiary S/L. Tak czy siak postanowiłam się w niego zmieścić i koniec. Nieważne jak, nieważne czy mnie trafi szlag w tej przymierzalni, czy rozwalę materiał i będę musiała za to zapłacić. Chciałam go ubrać i koniec. Koleżanka zajrzała do przymierzalni w nieodpowiednim momencie. Macie tak w przymierzalni, że jak coś nie pasuje, to zalewa was krew? Ja tak mam a tu jeszcze ona mi zagląda. Chciałam ją zabić, ale uznałam, że za głupi kombinezon (za 50 zł) nie opyla mi się siedzieć za kratami całe życie więc spuściłam z tonu. Rzuciłam jej tylko wymowne spojrzenie. K. zobaczyła jak w tym wyglądam. Nie skomentowała i po prostu poszła oglądać stroje kąpielowe. Kiedy zobaczyłam siebie w lustrze (po tym jak na siłę wciągnęłam to dziadostwo), myślałam, że padnę ze śmiechu. Szynka owinięta sznurkiem i mocno ściśnięta. Coś podobnego wyglądało lepiej niż ja.
Co powinnam pomyśleć w tamtym momencie? ,,-Boże, znowu przytyłam, wyglądam jak debilka, a przecież to normalny rozmiar! Jeszcze miesiąc temu mieściłam się w duże S”. Szczerze? Nigdy nie mieściłam się w S-nawet duże-a ten kombinezon po prostu nie pasował do mojej figury. Tyle w temacie. Dlaczego na siłę chcemy się wcisnąć w jakieś normy, które są narzucane przez innych, być może bardziej zakompleksionych od nas? Bo zawsze chcemy być lepsze. Oj, nie dla siebie-dla innych. Zawsze dla innych. Tylko kim są ci ,,inni”?

Inni

Inni to najczęściej nasi bliscy. Wszyscy, oprócz dziadków. Pamiętam jak babcia kazała mi jeść wszystko co leży na stole, bo ciągle jestem blada i jakaś taka ,,mizerna”. A później wtrącał się ktoś inny i dodawał coś, co uświadomiło mi, że kolejne ciastko ze stołu nie jest dobrym pomysłem. Innymi może być też nasz facet, który ciągle zmusza nas do biegania, albo do chodzenia na siłownię. Skrajny przypadek? Facet, który kupuje na urodziny płytę Matki Boskiej Chodakowskiej. Kurczę, przecież jej ćwiczenia są dostępne na YT. Jak będę chciała to sobie odpalę! Ja jestem gruba, ale mogę schudnąć. Ty jesteś głupi i już nigdy nie zmądrzejesz <bang!>.


Skąd te kompleksy?

Skąd się biorą te demony, które siedzą nam (kobietom) w głowach? Kolorowe okładeczki, piękne, wyszczuplone kobietki-idealne w każdym calu. Ani jednej zmarszczki-nawet celebrytki po 50 ich nie mają. Piękne, lśniące włosy, najczęściej za pas i w dodatku hollywodzkie loki, które wyglądają zachwycająco-nawet po przebudzeniu. Możecie mi wierzyć-mam loki i po przebudzeniu nie wyglądają jak te na okładkach. Co się przy nich naskaczę to moje a i tak nie wyglądam jak człowiek.
Ostatnio widziałam artykuł w gazecie, który obnaża bolesną prawdę o kobiecości, która jest w dzisiejszych czasach tak bardzo pożądana. Piękne i zgrabne uda już nie są tak zachwycające w codziennym świetle. Bo, o ile jeszcze stanik można wypchać watą lub skarpetkami mamy, to już strój kąpielowy ubrany na plaży, gdzie nie ma całej tej specjalistycznej otoczki fotograficznej, obnaża wszystkie mankamenty figury. Nie można już niczego wyretuszować, zakryć. Żart pasujący do tej sytuacji? ,,-Mamo! W moim łóżku jest potwór! -Co żeś sobie z dyskoteki przyprowadził, to twoje!”

I najważniejsze...


Apeluję do ciebie facecie, gdziekolwiek jesteś: PRZESTAŃ ZMIENIAĆ SWOJĄ CUDOWNĄ DZIEWCZYNĘ, BO PODOBNO KOCHASZ JĄ ZA TO, JAKA JEST, A NIE ZA TO, KIM SIĘ STANIE PO ZMIANIE!! Apel do ciebie, dziewczyno, która chcesz się zmieniać dla kogoś: ODPUŚĆ SOBIE TOKSYCZNE RELACJE. KOLEŚ CHCE CIĘ ZMIENIĆ? TY GO ZMIEŃ-NA LEPSZY MODEL. JESTEŚ ŚWIETNĄ BABKĄ, BO MASZ BOGATE WNĘTRZE. ZMIEŃ SWÓJ WYGLĄD TYLKO WTEDY, KIEDY TY POCZUJESZ POTRZEBĘ ZMIANY!!! 


Tekst powstał przy współpracy z K.K.


piątek, 10 lipca 2015

3. Suka ogrodnika

Biegają takie po szkołach, biurach, deptakach. Łaszą się do każdego-zwłaszcza przystojnego, bogatego, bystrego, niedostępnego. Takiego, za którym trzeba się uganiać. Takiego, który będzie zgrywał trudnego do zdobycia. Takiego wyjątkowego, absolutnie jedynego w swoim rodzaju. Ważne jest, by stanowił dla nich wyzwanie. Takie egzemplarze rozchodzą się jak świeże bułeczki-dopiero co wyciągnięte z pieca w Biedronce. Jeszcze ciepłe.

Byłam dzisiaj w szkole. Usiadłam przy oknie, jak zawsze rano, gdy jestem zaspana i mam ochotę przekimać jeszcze chwilę. Zauważyłam dziewczynę. Na oko 18 lat. Nie brzydka. Blondyneczka, ubrana w jeansy, które opinały jej zgrabne nogi i zgrabny tyłek. Cała była zgrabna i uśmiechnięta. Jednak w jej uśmiechu było widać tą ,,sukowatość” która bije od tych, co to liczą na chwilę przygody. Wiecie co mam na myśli? Widzicie taką, nie znacie jej a wiecie, że jej nie polubicie. Nie dlatego, że jest ładna (ok, może to też jest istotne), ale dlatego, że ma w oczach te niepokojące kurwiki, które przerażają, bo nie wiecie, co zrobi za chwilę i do czyjego tyłka się przyczepi.
Sekundę po tej myśli widzę faceta. Brunet, dobrze zbudowany, wygląda na inteligentnego. Dzikie spojrzenie. Wiecie-taki w moim typie, ale do niego nie podejdę, bo dziś jest ten dzień, gdy wyglądam jak kupka nieszczęścia. Usiadł na ławce, wyjął telefon i grzebie. Nic nadzwyczajnego. Teraz wszyscy przeglądają w telefonach internety, instagramy, i inne pierdołki na i. Wyjął słuchawki, pewnie chciał posłuchać muzyki, a tu nagle rozlega się rechot i piskliwy głosik: ,,-Michaś, cześć! Co u ciebie? Idziesz na lekcje?” Co pomyślałam? ,,-Nie, kuźwa czekam w kolejce po chleb. Lubię świeży, rańszy. Zaraz będę robił tosty z serem i je na ciebie wyrzygam…” Powiecie, że jestem złośliwa? Tak! Jestem, ale takie głupie pytania z rana sprawiają, że mam ochotę na szczerość. No nic. Chłopak odpowiedział, że siedzi, że czeka na matmę, że ma dość, bo rano i już trzeba liczyć. Na co ona, że: ,,O jejjjjuu (trzepot rzęs), Michasiu, ty mój biedaku. Oj, oj, oj…A ja mam polski, poczytam wiersze i będę myślała o tobie…” Rozmowa się nie kleiła, chłopak był wyraźnie zmieszany, ale laska dalej swoje, że on biedny, że musi się uczyć, zamiast z nią do parku, do lasu czy gdzieś tam… Później podeszła do mnie koleżanka i moje radary napotkały na zakłócenia. Zapytałam, czy kojarzy tych dwoje. Na co ona, że owszem, że byli razem, a teraz są osobno, ale tylko jakby, bo ona ciągle się do niego klei jak Super Glue do palców (kiedyś przykleiłam sobie palce Super Glue i dlatego wiem, że cholerstwo trzyma). Niby przegląda jego konta na różnych portalach społecznościowych (zgadnijcie jakich), zagaduje na przerwach. Ogólnie nie daje mu żyć. Nadmienię tylko, że panienka ma już chłopaka, takiego ,,Na całe życie-Forever love!”, obsypuje go miłością na portalach (wiecie jakich) i wysyła wirtualne buziaczki, żeby wszyscy widzieli. Moim zdaniem miłość na pokaz-według niej do końca życia, ale niech będzie… Ciągnie dwie sroki za ogon i nie wie, którą puścić, żeby jej na głowę nie narobiła-skubana!  

Z życia wzięte


Znam koleżankę, która ma koleżankę i ona wie, że to się dzieje! Serio. Bywa tak, że kobiety szukają sobie egzemplarzy zastępczych. Dla nich każdy facet to nowe trofeum, które ustawiają sobie w gablotce razem z porcelanowymi słonikami z trąbą uniesioną na szczęście. Tylko czy faktycznie mają szczęście? Zdobywają nowych mężczyzn, bo chcą zabłyszczeć w towarzystwie. Przecież miały tylu facetów-wiedzą z czym to się je. Tworzą hierarchię w grupie potencjalnych rywalek-ja jestem najważniejsza, bo mam dobytek miłosny. Oni mieli szczęście, bo ja ich wybrałam-a ja jestem cudowna i wyjątkowa, dlatego ich rzuciłam. Skończyłam to pierwsza, bo mogłam. Jestem suką ogrodnika i dobrze mi z tym. Sama nie wezmę i nikomu nie dam. Bo mogę!

Czy to jest przyjaźń, czy to jest… bzykanie?

Psychologowie twierdzą, że przyjaźń dwojga ludzi po rozstaniu nie jest możliwa. Zawsze któraś ze stron będzie oczekiwała czegoś więcej. Jej emocje nie pozwolą na to, by zapomnieć o przeszłości, a uczucia i wspomnienia nie znikną nagle, by ustąpić miejsca zwykłej znajomości. Najtrudniej jest w przypadku pierwszego prawdziwego zakochania. To ono sprawia, że tracimy grunt pod nogami i nie potrafimy zapomnieć o tej osobie. Idealizujemy ją. W skrajnych przypadkach porównujemy pierwszą miłość do obecnej, tworząc listę podobieństw i różnic, ale to temat na inny dzień.

A ty ilu miałaś facetów?


Byłaś, jesteś lub będziesz suką ogrodnika. Nie przyznasz się? Ja też tego pewnie nie zrobię, bo my kobiety mamy w zwyczaju udawać idealne, niedostępne, cudowne i wyjątkowe. Nie oceniam cię, bo wiem, że sama taka jestem. Ale facet nie jest maskotką, czasami chce pożyć i pójść dalej niż na długość smyczy. Jeśli założysz mu obrożę, kaganiec i wsadzisz GPS’a do tyłka, to bądź pewna, że zwieje. Wcześniej czy później. 



Tekst powstał przy współpracy z K.K. Dziękuję za pomoc! :)

czwartek, 9 lipca 2015

2. Susan Minot ,,Wieczór”


Zastanawialiście się kiedyś jak będzie wyglądała wasza starość? Czy będziecie mogli chodzić, funkcjonować normalnie, myśleć? Czy będziecie pomarszczeni jak buldożek angielski (i będziecie mieć taki sam brzuszek jak on)? Czy będziecie siedzieć całymi dniami przed telewizorem, w łóżku, a może na działce? Będziecie aktywnymi seniorami, co to potrafią przebiec maraton i jeszcze im mało?

Staram się nie myśleć o starości. Nie chodzi o to, że się jej boję, albo że nie mam czasu nad tym dumać. Po prostu starość kojarzy mi się ze spokojem, odpoczynkiem. Z wnukami, spacerami, wędkowaniem i ogródkiem, który może wtedy będę uprawiać, bo póki co nie mam do tego cierpliwości-zresztą boli mnie kręgosłup, a warzywa mogę kupić w warzywniaku. Mimo wszystko kocham ogródki. Uwielbiam chodzić  na boso po skoszonej trawie i zastanawiać się nad tym czy sąsiedzi już się gapią na moją za krótką sukienkę, czy jeszcze udają, że jej nie widzą...Ostatnio miałam dziwną sytuację-sąsiad (nie mój) pouczał mnie jak podlewać pomidory (nie moje zresztą). Ale podlałam je-dla świętego spokoju. Znaczy siostra podlała, bo akurat trzymałam psa-jamnika (nie mojego).

Książka S. Minot opowiada historię starszej kobiety-Ann-chorej na raka. Zostało jej niewiele czasu, dlatego wspomina przeszłość i...miłość swojego życia. Przystojny Arden, którego spotyka przypadkiem na ślubie swojej przyjaciółki zwraca jej uwagę. Ich początki były trudne-Ann ciągle wyzłośliwiała się na jego temat, a on...no cóż-nie był zbyt rozmowny. Między tym dwojgiem coś jednak zaiskrzyło i wyraźnie mają się ku sobie. Jak skończy się ta historia? Czy Ann będzie szczęśliwa? A może to jej wybranek coś ukrywa?

Przyznam szczerze, że ciężko czytało mi się tę książkę. Zajęło mi to miesiąc. Odkładałam ją i do niej wracałam. Czytałam po kilka stron dziennie i zaglądałam do innych historii, bo ta czasami mnie nudziła. Mimo wszystko skończyłam ją i nie żałuję. Nie jest to książka dla tych, którzy szukają łatwej rozrywki, odprężenia. Będą chwile, że przy którymś rozdziale poleci wam łza wzruszenia lub smutku. Czasami będziecie złorzeczyć na Ardena, co to uważa się za nie wiadomo kogo i podrywa większość dziewczyn. Czasami pomyślicie, że Ann jest nieszczęśliwa i samotna, że niesprawiedliwie traktuje swoje dzieci, że karze je za swoje nieszczęście. 

Nie polubiłam Ann, nie polubiłam tej historii, nie polubiłam tej miłości, a wiecie dlaczego? Bo jest boleśnie prawdziwa, bo jest nieszczęśliwa i nie ma: ,,I żyli długo i szczęśliwie, mając gromadkę dzieci, ogródek i labradora...” Mam wrażenie, że czasami w książkach szukamy tego, czego nie mamy w swoim życiu. Szukamy szczęśliwych historii-bez smutku, chorób, rozstań i śmierci. Ta książka opisuje prawdziwe życie i porusza temat tabu jakim jest nowotwór i śmierć. To przecież tak boleśnie aktualna tematyka...

Nie potrafię jednoznacznie ocenić tej książki. Jest trudna, opisuje cierpienie i samotność. Nie wróciłabym do niej, nie wróciłabym do Ann. Mimo wszystko nie żałuję, że ją poznałam, bo zrozumiałam ból schorowanej, starszej kobiety. W mojej ówczesnej sytuacji osobistej ta książka była mi bardzo potrzebna, pozwoliła mi zrozumieć kilka spraw. Najważniejsza-tak banalna przecież-konkluzja wypływająca z tej historii brzmi: Kochaj życie, walcz o miłość i nigdy nie żałuj tego, co robisz, jeśli wtedy jesteś szczęśliwy, bo nigdy nie wiesz, kiedy odejdziesz. Czy potrafimy w ten sposób? Czy ja potrafię? Chyba nie, ale może kiedyś się odważę.

Ann spytała mnie wówczas, czy ufam mojej narzeczonej. Odparłem, że tak. Czy myślę, że będę chciał na nią patrzeć, jak się zestarzeje? Odparłem, że raczej tak. Czy potrafimy razem się śmiać? To mnie nieco zastanowiło.

E.


środa, 8 lipca 2015

Zaczynamy!!

Witajcie Kochani!
Długo się zastanawiałam nad tym, kiedy to się stanie (i czy w ogóle do tego dojdzie), no ale cóż...Właśnie dzisiaj rozpoczyna swoją działalność nowy blog, którego będę miała przyjemność prowadzić.
Niektórzy znają mnie z ksiazkoteka.bloog.pl, gdzie zamieszczałam recenzję książek, które przeczytałam. Postanowiłam zmienić miejsce i troszkę poszerzyć tematykę bloga. Od dziś na literackiejewce znajdziecie recenzje książek i filmów. Od czasu do czasu pojawi się tu jakiś felieton na temat najpilniejszych spraw w moim życiu.
Mam nadzieję, że pomożecie mi stworzyć miejsce przyjazne wszystkim tym, którzy interesują się literaturą, filmami (serialami, programami telewizyjnymi i szeroko pojętą rozrywką). Chciałabym, by mój blog sprawiał, że na waszych buziach pojawi się uśmiech, bo to ma być miejsce, które sprawi, że na chwilę zatrzymacie się i odprężycie. 

A już niedługo przeczytacie tu o: