Ostatnio czytam za dużo, a piszę za mało-wszystko przez te upały. Książki, o których napiszę dzisiaj, miałam przyjemność czytać w czerwcu i w lipcu. Chciałam napisać o każdej z nich osobno, ale uznałam, że nie ma sensu się rozdrabniać, ponieważ w kolejce czekają następne (seria o Crossie S. Day, ,,Ranczo" no i King, do którego niedługo zajrzę). Mam nadzieję, że książki przypadną wam do gustu i wybierzecie coś dla siebie. Zaczynamy!
_____________________________________________________
Czerwiec zaczęłam od ,,Polki" M. Gretkowskiej. Sięgnęłam po nią bardziej z poczucia obowiązku (musiałam o czymś napisać pracę zaliczeniową z literatury współczesnej i padło akurat na to). No ale przedmiot zaliczyłam, książkę przeczytałam i cieszę się, że poznałam M. Gretkowską-bardziej jej styl pisania, ale jednak.
M. Gretkowska w ,,Polce" nie stroni od wulgaryzmów. Jest to zrozumiałe, ponieważ życie codzienne nie składa się tylko z wydarzeń, które akceptujemy, na które jesteśmy przygotowani i o których myślimy tylko wyrażeniami poprawnymi językowo i poetyckimi. Bywa tak, że w życiu codziennym w ogóle nie myśli się w kategoriach poprawności językowej, ważna jest funkcja ekspresywna i to ona nami kieruje. O seksie i sposobie jego postrzegania w ciąży pisałam wyżej, ale cytat, który przytoczę również odwołuje się do tego problemu i pokazuje, w jaki sposób emocje kobiety mogą wpływać na jej sposób myślenia: ,,Seks w ciąży, ha! Coraz wygodniej na stojąco, od tyłu. Kupić kurewsko wysokie szpilki? Pietuszka nie musiałby się zniżać do mojego poziomu. Wchodzenie na stołeczek jest zbyt rozczulająco dziecinne. Stanowczo szpilki, sursum corda i wypięta dupka”.
,,Polka" nie jest tylko dla tych szczególnie zainteresowanych tematem ciąży. Jest dla kobiet, które nie potrafią się odnaleźć w otaczającej rzeczywistości, ponieważ zawiera wiele prawd życiowych i boleśnie obnaża prawdę, dotyczącą chociażby świata katolickiego i podstawowych wartości wtłaczanych nam przez normy społeczne. Okazuje się, że nie wszystko jest tak piękne, na jakie wygląda i czasami warto powiedzieć o tym wprost, żeby młode kobiety mogły się nastawić na ból, przygotować na problemy. Siła, którą w ten sposób zbiorą, pozwoli im również na czerpanie radości z tak niezwykłego przeżycia, jakim jest przyjście pociechy na świat.
___________________________***____________________________
Tę książkę poznałam również z poczucia obowiązku na literaturze światowej. Wiem, wiem. Dużo tutaj obowiązku...Ale czerwiec to dość gorący okres i nie ma czasu na czytanie dla przyjemności. Mimo wszystko, Dostojewski mnie nie zawiódł, choć pamiętam go tylko ze ,,Zbrodni i kary".
,,Potulna" to opowieść o nieszczęściu. Nieszczęściu wynikającym z braku zrozumienia w związku, to opowieść o szarej codzienności niekochanej kobiety, albo kobiety, której nie okazuje się miłości. Wychodzi na to, że męska duma może doprowadzić do nienawiści, smutku a w końcu do tragedii.
W tym krótkim opowiadaniu uderzyła mnie aktualność. Postawę mężczyzny, który nie okazuje swoich uczuć, ponieważ boi się posądzenia o ,,miękkość” znamy my-kobiety-bardzo dobrze. Ile razy facet nie powiedział wam, że was kocha, bo przecież to tylko słowa? Ile razy was nie przytulił, bo to takie ,,babskie”? Ile razy nie słyszał, jak płaczecie w poduszkę? A może nie chciał słyszeć? Rzućcie go :-) Brak decyzji główna bohaterka opowiadania przypłaciła życiem.
Nie mogę wam z czystym sercem polecić tego opowiadania, bo...ono zmienia perspektywę. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo literatura, jak bardzo kilka kartek może zmienić życie, uświadomić. Tak, to dzięki ,,Potulnej” zauważyłam, że mam klapki na oczach. Ona nie potrafiła uciec od swojego cierpienia, ale dała mi siłę. Może będzie miała wpływ nie tylko na mnie? Nie mogę polecić wam z czystym sercem ,,Potulnej", bo takiej literatury się nie poleca. Ona wam albo jest potrzebna, albo nie. Żadne gwiazdki, cyferki czy zachwalanie nie sprawią, że po nią sięgniecie. Tutaj potrzeba albo dziwnego zbiegu okoliczności (jak w moim przypadku), albo głosu z wewnątrz, że już czas. Czas na czytanie, czas na zmiany, czas na odrodzenie.
________________________***__________________________

,,Łóżko" to zbiór opowiadań o miłości. O miłości szczęśliwej i tej mniej radosnej. O miłości, która zostaje przerwana przez śmierć, zdradę. Ale i o uczuciu, które rodzi się w wyniku dziwnego zbiegu okoliczności i ma szansę na szczęśliwy happy end. W tych zabawnych a czasami bardzo smutnych historiach, narrator przemyca wiele trafnych spostrzeżeń dotyczących rzeczywistości-uczuć, śmierci, radości, smutku, miłości-czyli wszystkiego tego, z czym człowiek zmaga się na co dzień a jeśli nie na co dzień to dość często.
Gdybym miała wybrać opowiadanie, które wywołało we mnie ogromne emocje, to wybrałabym ,,Test". Jest to historia kobiety, która dowiaduje się, że jest chora na AIDS. Mąż nie może jej tego wybaczyć i traktuje ją jak trędowatą. Najdziwniejsze jest to, że wirusem zaraziła się najprawdopodobniej od niego, ponieważ był on jej pierwszym partnerem seksualnym. Mężczyzna zdaje się nie dostrzegać problemu i sukcesywnie zamienia życie kobiety w piekło. Miłość kończy się wraz z wynikami badań, lecz po pewnym czasie kobieta zdaje sobie sprawę z patowości całej sytuacji i...postanawia ją zmienić-na szczęście!
,,Łóżko" ma różne opinie. Ja jednak uważam tę książkę za odkrycie roku! Nie mogłam się od niej oderwać, choć nigdy nie przepadałam za zbiorami opowiadań. Czyta się bardzo szybko, treść zachęca do przemyśleń a główni bohaterowie są na tyle autentyczni, że wywołują w czytelniku emocje-różne, nie zawsze pozytywne-ale przecież najważniejsze, że są jacyś. Bo najgorsza zbrodnia to neutralny bohater w historii. Przeczytałam gdzieś komentarz: ,,Wiśniewski to mistrz w ukazywaniu ludzkich namiętności. Czasem się zastanawiam, czy on aby nie jest... kobietą :-)". Coś w tym jest. Jeśli zaś nie jest pan kobietą, to chyba się zakochałam...w sposobie pańskiego pisania, rzecz jasna :)
__________________________***______________________
,,Powieść obyczajowa. Zapisany artystycznie popsutą polszczyzną monolog młodego człowieka przeżywającego przygody z pięcioma dziewczynami po kolei oraz amfetaminą non stop. Paszport "Polityki" i nagroda publiczności Nike 2002." - skopiowałam opis fabuły (raczej ogólny zarys) z lubimyczytac.pl, bo nie wiem, o czym jest ta książka. Serio.
Na początku myślałam, że się wyjaśni. Później, gdy pewna kobieta zaczęła-dosłownie-rzygać kamieniami, doszłam do wniosku, że nie ma co czekać na szczęśliwy finał. Do połowy dogorywałam, by później zdać sobie sprawę, że jest tyle dużo ciekawej literatury, iż nie muszę męczyć się przy czymś, co jest dla mnie no cóż...beznadziejne. Wybaczcie wszyscy fani pani Masłowskiej. Oceniam dość subiektywnie, ale...ta proza do mnie nie trafia. Zwyczajnie.
Gdybym miała znaleźć jakiś plus tej książki, to wskazałabym na komiksowe ilustracje pana Krzysztofa Ostrowskiego. Są naprawdę zabawne i przykuwają uwagę. Jak dla mnie jedyna warstwa warta świeczki czy zapalniczki w tej powieści (czy cokolwiek to jest). Ocena 1/10 mówi sama za siebie. I w tym momencie dygresja. Przypomniał mi się skecz Paranienormalnych w samolocie. No więc będę nieustępliwa i nawet piętki odkroić nie pozwolę :D Nie wiem dlaczego akurat w tym momencie o tym pomyślałam, ale zrobiło się smutno i...I jeszcze cytat z książki: ,,[...] generalnie była to dziewczyna miła, uczuciowa, choć na wskroś na wylot chyba pierdolnięta." - to o mnie chyba. I jest kolejny plus książki-identyfikacja z bohaterką :D I tak nie polecam.

I gdy jest już wreszcie przy tobie, chociaż jesteś zupełnie naga, chcesz - dla niego - rozebrać się jeszcze bardziej.Czytając ,,Samotność w sieci" (o której napiszę niedługo) byłam pełna podziwu dla kunsztu pisarskiego autora. To jest takie uczucie, gdy czytając, jesteś pewna, że pisarz cię zna, siedzi w twojej głowie, czyta w myślach. J. L. Wiśniewski cholernie dobrze zna osobowość kobiet, ich uczucia-wnętrze. I z premedytacją to wykorzystuje.
,,Łóżko" to zbiór opowiadań o miłości. O miłości szczęśliwej i tej mniej radosnej. O miłości, która zostaje przerwana przez śmierć, zdradę. Ale i o uczuciu, które rodzi się w wyniku dziwnego zbiegu okoliczności i ma szansę na szczęśliwy happy end. W tych zabawnych a czasami bardzo smutnych historiach, narrator przemyca wiele trafnych spostrzeżeń dotyczących rzeczywistości-uczuć, śmierci, radości, smutku, miłości-czyli wszystkiego tego, z czym człowiek zmaga się na co dzień a jeśli nie na co dzień to dość często.
Gdybym miała wybrać opowiadanie, które wywołało we mnie ogromne emocje, to wybrałabym ,,Test". Jest to historia kobiety, która dowiaduje się, że jest chora na AIDS. Mąż nie może jej tego wybaczyć i traktuje ją jak trędowatą. Najdziwniejsze jest to, że wirusem zaraziła się najprawdopodobniej od niego, ponieważ był on jej pierwszym partnerem seksualnym. Mężczyzna zdaje się nie dostrzegać problemu i sukcesywnie zamienia życie kobiety w piekło. Miłość kończy się wraz z wynikami badań, lecz po pewnym czasie kobieta zdaje sobie sprawę z patowości całej sytuacji i...postanawia ją zmienić-na szczęście!
,,Łóżko" ma różne opinie. Ja jednak uważam tę książkę za odkrycie roku! Nie mogłam się od niej oderwać, choć nigdy nie przepadałam za zbiorami opowiadań. Czyta się bardzo szybko, treść zachęca do przemyśleń a główni bohaterowie są na tyle autentyczni, że wywołują w czytelniku emocje-różne, nie zawsze pozytywne-ale przecież najważniejsze, że są jacyś. Bo najgorsza zbrodnia to neutralny bohater w historii. Przeczytałam gdzieś komentarz: ,,Wiśniewski to mistrz w ukazywaniu ludzkich namiętności. Czasem się zastanawiam, czy on aby nie jest... kobietą :-)". Coś w tym jest. Jeśli zaś nie jest pan kobietą, to chyba się zakochałam...w sposobie pańskiego pisania, rzecz jasna :)
__________________________***______________________
Myślałam, że to będzie odkrycie. Myślałam, że będę się śmiała i padnę. Owszem-padłam na twarz ze zmęczenia. Mój mózg chyba nie ogarnia takiej prozy.
Nie rozpiszę się przy tej pozycji. Nie powinnam jej oceniać, bo...nie dobrnęłam do końca. Przeczytałam jakąś połowę, rzuciłam w kąt a później przy oddawaniu w bibliotece wylałam na nią kawę. Przypadek? :D
,,Powieść obyczajowa. Zapisany artystycznie popsutą polszczyzną monolog młodego człowieka przeżywającego przygody z pięcioma dziewczynami po kolei oraz amfetaminą non stop. Paszport "Polityki" i nagroda publiczności Nike 2002." - skopiowałam opis fabuły (raczej ogólny zarys) z lubimyczytac.pl, bo nie wiem, o czym jest ta książka. Serio.
Na początku myślałam, że się wyjaśni. Później, gdy pewna kobieta zaczęła-dosłownie-rzygać kamieniami, doszłam do wniosku, że nie ma co czekać na szczęśliwy finał. Do połowy dogorywałam, by później zdać sobie sprawę, że jest tyle dużo ciekawej literatury, iż nie muszę męczyć się przy czymś, co jest dla mnie no cóż...beznadziejne. Wybaczcie wszyscy fani pani Masłowskiej. Oceniam dość subiektywnie, ale...ta proza do mnie nie trafia. Zwyczajnie.
Gdybym miała znaleźć jakiś plus tej książki, to wskazałabym na komiksowe ilustracje pana Krzysztofa Ostrowskiego. Są naprawdę zabawne i przykuwają uwagę. Jak dla mnie jedyna warstwa warta świeczki czy zapalniczki w tej powieści (czy cokolwiek to jest). Ocena 1/10 mówi sama za siebie. I w tym momencie dygresja. Przypomniał mi się skecz Paranienormalnych w samolocie. No więc będę nieustępliwa i nawet piętki odkroić nie pozwolę :D Nie wiem dlaczego akurat w tym momencie o tym pomyślałam, ale zrobiło się smutno i...I jeszcze cytat z książki: ,,[...] generalnie była to dziewczyna miła, uczuciowa, choć na wskroś na wylot chyba pierdolnięta." - to o mnie chyba. I jest kolejny plus książki-identyfikacja z bohaterką :D I tak nie polecam.



Janusz L. Wiśniewski to jeden z moich ulubiony autorów, dotychczas najbardziej podobała mi się jego powieść "Miłość oraz inne dysonanse".
OdpowiedzUsuń